Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chałupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chałupa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Uwierzyć w przeznaczenie



Myślę, że ta chałupa czekała na mnie, a jakaś niewidzialna ręka tak pokierowała moimi ścieżkami, żebym ją odnalazła i pokochała, żeby w jej piecu znowu zapłonął ogień, a drewniane podłogi zaskrzypiały od ludzkich kroków.
Mieszkałam w Krakowie, fakt, zawsze kochałam stare przedmioty, moje mieszkanie pomału się nimi zapełniało, ale nie myślałam o domu, było mi dobrze i wygodnie w mieście. Pomału zmieniałam się w biznes woman: kostiumiki, garnitury, buty na obcasach, ot po prostu miejska pańcia. Nie do pomyślenia wtedy było dla mnie, żeby jakaś ludzka istota zobaczyła mnie na ulicy bez makijażu, no mówię Wam - pełna perfekcja.
Z wykształcenia jestem pedagogiem, pracowałam z dziećmi przez parę lat, ale kiedy mój przyjaciel ruszył z własnym wydawnictwem zwerbował mnie do siebie i zaczęliśmy razem rozkręcać ten interes.
Jest luty 2000, w Krakowie szaro, buro, brudne resztki śniegu, jedziemy z Piotrkiem do naszego znajomego, który zamówił u nas foldery reklamowe. Tego dnia moi blokowi sąsiedzi poprosili mnie, żebym kupiła im "Nieruchomości", ponieważ chcieli zamienić mieszkanie. Jedziemy sobie, ja nudząc się na miejscu pasażera zaczynam przeglądać ogłoszenia w tejże gazecie "zawadka drewniany dom......" czytam na głos, na to Piotrek mówi, że to chyba gdzieś w tych okolicach, przez które akurat przejeżdżamy. Niewiele nam trzeba było, postanowiliśmy ot, tak dla zabawy znaleźć tą chałupę.
Jeżeli myślicie, że było to takie proste, to jesteście w błędzie. W miarę oddalania się od głównej drogi krajobraz jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniał się z szaro-burego w dziewiczo biały zimowy, muszę przyznać, że wprawiło mnie to w pewne osłupienie. Znaleźliśmy Zawadkę, dojechaliśmy do końca wsi, a tam koniec drogi, żadnej drewnianej chałupy, gdzie te Jaworzyny? W końcu zasięgnęliśmy języka u miejscowych, którzy pokazali nam niepozorną dróżkę - tam w pierwszej chałupie zapytaliśmy o ten dom do sprzedania. Pan popatrzył najpierw na nas, potem na nasz osobowy samochód i powiedział, że tym samochodem to daleko nie pojedziemy. Jak, to nie pojedziemy?! Przecież tam jacyś ludzie mieszkają, skoro są domy!! Pan uśmiechnął się pod nosem, wziął mnie pod rękę, poprowadził kawałek pod górę (moje miejskie butki nie bardzo radziły sobie w terenie, ale byłam zawzięta). Wyciągnął rękę i pokazał: "o tam, widzi pani te dachy?". Popatrzyłam i oczom nie mogłam uwierzyć - wśród ośnieżonych gór i lasu ujrzałam dachy domów na Jaworzynie. Moja ciekawość była na tyle duża, że umówiliśmy się z tym panem, że wrócimy za tydzień z paliwem, a on wywiezie nas na Jaworzyny swoim Uazem.





A to już nasz Uaz

Słowo się rzekło, za tydzień objuczeni kanistrem paliwa zapukaliśmy do znajomego domu. Zostaliśmy zapakowani do Uaza i jazda pod górę. Co to była za podróż, mówię, wam. Droga wiodła przez las, wtedy dziewiczo biały, czułam się jakby ktoś wsadził mnie do jakiegoś wehikułu i przeniósł w inny wymiar, wrażenie to potęgowało się wraz ze zbliżaniem się do celu. Jaworzyny oślepiły mnie niesamowitym błękitem zimowego nieba, nic tylko biały śnieg, gdzieniegdzie przycupnięte dachy chałup i obłędne widoki na góry, żeby tego było mało na horyzoncie pyszniły się ośnieżone Tatry. Uwierzcie mi - decyzję podjęłam w sekundzie, to miejsce mną zawładnęło, odebrało zdolność normalnego myślenia. Nie mając pieniędzy postanowiłam, że muszę mieć tę chałupę i jak postanowiłam, tak zrobiłam - z miejskiej pańci stałam się gospodynią w wiejskiej chałupie, taką co to i w pole do sąsiada pójdzie pomagać przy wykopkach i sadzeniu ziemniaków.
A propos tytułu - chałupa ma numer 43, taki sam jaki miało moje mieszkanie w Krakowie. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?? :)))











Tylko w górach sadzi się jeszcze tą metodą


A teraz chciałabym Wam pokazać trochę jaworzyńskich widoków, które wtedy zaczarowały serce mieszczucha.










A to nasza chałupa




Oto i one Tatry, widać je często z naszej werandy
I tak już na koniec tego posta kawałek naszej chałupy:

Sień

Czarna izba

Pokój nad werandą

Sien, czarna izba, biała izba



Czarna izba




środa, 12 stycznia 2011

Ocalić od zapomnienia

Od dawna czytam Wasze blogi, podglądam, podziwiam i jesteście mi straszenie bliskie, bo łączy nas wspólna miłość do starych przedmiotów, domów które mogłyby opowiedzieć niejedną historię ludzkiego życia.
Taka jest też nasza chałupa przycupnięta na szczycie Jaworzyn, wokół las i piękne widoki na góry. Chałupa, która zawładnęła naszymi sercami i sprawiła, że porzuciliśmy Kraków.
Chciałabym za pośrednictwem tego bloga opowiedzieć Wam o tym, co mi w duszy gra, pokazać piękno tych okolic, podzielić się z Wami kawałkiem mojego raju.
Od dawna nosiłam się z zamiarem pisania bloga, ale nie mogłam się do tego zebrać, te święta przyniosły mi niespodziankę w postaci laptopa i cóż było robić? Więc oto jestem, z góry przepraszam za wszystkie wpadki, ale poruszam się trochę po omacku po tym blogowym świecie, mam nadzieję, że zechcecie mnie czasem odwiedzić.
Dziękuje mojej córce Marice i jej narzeczonemu Jarkowi za ten prezent. Jesteście głównymi sprawcami zaistnienia tego bloga, jakby co będzie na Was :-))
Nie mogę nie podziękować mojemu mężczyźnie-dzięki Tomek bez Twojej pomocy tego bloga by nie było.
Uff pierwsze koty za płoty...