niedziela, 13 marca 2011

Między ustami, a brzegiem pucharu


Dzisiaj chciałabym Was zaprosić, na mały spacer po Jaworzynach, korzystając z pięknego słonka, które już od rana zaglądało do chałupy i zapraszało wręcz do poszukiwań wiosny, udałam się na łowy z moim aparatem. Nie muszę Wam mówić, kto najbardziej uradowany był z tego pomysłu, Fionie i Słonince dwa razy nie trzeba powtarzać, że idziemy na spacer. Jak tylko zobaczą, iż zakładam buty, na wyścigi jedna przez drugą cisną się do drzwi, mało człowieka nie stratują, a radości wyrażanej donośnym szczekaniem co niemiara - myślę, że cała wieś wie o naszym spacerze. Ta pora roku jest u nas szczególna, zima zażarcie walczy z coraz mocniejszymi promykami słońca, jakby za wszelką cenę chciała przedłużyć swoje królowanie na Jaworzynach, dlatego można spotkać jej bastiony w wyższych partiach Góry gdzie połacie śniegu w cieniu drzew i od północnej strony okrywają łąki i stawiają opór nadchodzącej wiośnie. Ta pora przypomina mi kieliszek wina wypełniony po brzegi aromatycznym płynem, którego zapach już czujesz w nozdrzasz, zapach, będący zapowiedzią tego co Cię czeka...
Mój ogród zaczyna budzić się do życia, pierwsze wiosenne kwiaty nieśmiało wychylają swoje zieloności do słonka, przeglądają się w błękitnym niebie i zaciekawieniem pytają: - Czy to już?? Nie muszę Wam mówić z jakim utęsknieniem czekam na te pierwsze wiosenne kwiaty, obserwuje je z dnia na dzień, jak powolutku, niespiesznie zamieniają się na moich oczach, z zielonych nieśmiałych pędów w pąki okryte kropelkami rosy, by wybuchnąć ferią kolorów rozwiniętych kwiatów. Jako pierwsze cieszą mnie krokusy, żonkile, narcyzy, szafirki, tulipany......Krokusów posadziłam kiedyś bardzo dużo i każdej jesieni staram się je dosadzać, niestety przegrywam nierówną walkę z kretami i nornicami, które niezwykle lubią moje krokusowe cebulki i notorycznie odkrywam ich brak w miejscu, gdzie być powinny. Taki sam los spotyka moje ukochane tulipany.
Dzisiejszy spacer rozpoczęłam w ogrodzie i takie oto rzeczy wytropiło moje oko.

Krokusy, lada dzień zakwitną

wczesne wiosenne irysy też chcą do słonka

Hiacynty

Narcyzy, żonkile

Tak, że sami widzicie, że to nie przelewki, wiosna jest tuż, tuż, już czuje się jej ciepły powiew, nawet ja wyniosłam się z wiadrem tulipanów na południowy taras chałupy gdzie słonko grzeje cały dzień i skąd można kamienną ścieżką pomiędzy świerkami wymknąć się do sadu, by nacieszyć oczy wiosennymi kwiatami wiśni, jabłoni i grusz - ale na to musimy jeszcze poczekać..


I tak oddalamy się od chałupy, idziemy łąkami w stronę Jaworzyńskiego Wierchu, ale po drodze usiądziemy na mojej ulubionej huśtawce by nacieszyć oczy widokiem gór..


Szczebel, Luboń, ramie Zembalowej, Klimas

I dosyć już tego patrzenia, trzeba iść dalej, bo dziewczyny się niecierpliwą - ile można siedzieć i się gapić? Ja mogę długo, czasami siadam na tej huśtawce i patrzę w przestrzeń, na ten krajobraz zmieniający się wraz z porami dnia i roku, pogody deszczowej, słonecznej, czy mgieł otulających świat, ale cóż "komu w drogę...."



A to moja ulubiona łąka, na Jaworzyńskim Wierchu 753m n.p.m. na którą przychodzę z wszelkimi smuteczkami, w dole domy na Zawadce...

Lubogoszcz (w promieniu 30 km mamy Lubomir, Lubomierz, Luboń, Lubań) pasmo Gorców w dole Zawadka

Kotoń


To miejsce nazywa się Na Dolinie, w tle Tatry, które zaszczycają nas swoim widokiem




Dziewczyny też pomagają szukać, ale czy oby wiosny...


Tatry

Pasmo Polic, Babia Góra,

Nie wiem jak Słoninka przeżyje koniec zimy, uwielbia zjeżdżać na grzbiecie i szuka do tego celu najmniejszych łach śnieżnych

Nasz spacer dobiega powoli do końca, wracamy przez łąki do chałupy, jeżeli pozwolicie, chciałabym was zabrać, na taki spacer jeszcze wiele razy, żebyście mogli zobaczyć, jak zmienia się wszystko wokół, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki drzewa zaczynają zielenieć, łąki obsypują się kwitnącym kwieciem - rośnie u nas wiele dzikich roślin będących pod ochroną - góry raz zielone, raz rude - cała paleta barw.



Kotoń

Wróciliśmy do chałupy, psy szczęśliwe, zajmują miejsca do spania, a ja chciałam pokazać Wam jeszcze moje ostatnie nabytki i nieśmiałe przygotowania do świąt - czyli gliniane wytworki rąk moich.

Te przyrządy wyglądają jak z gabinetu dentystycznego, a służą do pracy z gliną :))





Czy nie uważacie, że te emaliowane naczynia są urokliwe, wyszperałam je w znajomej Klamociarni.

Za oknem duje wicher - Orawiak, moja chałupka drży od jego podmuchów, zwiastuje on zmianę pogody, przyniesie chmury i deszcz i znowu trzeba będzie czekać na słonko.. żegnam Was tymczasem i życzę wiosny w sercu..

poniedziałek, 7 marca 2011

Z listów do...

Fot. Małgorzata Kościelniak


Dzięki temu, że piszę tego bloga uświadomiłam sobie, że w marcu mija 6 lat odkąd zamieszkaliśmy na Jaworzynach, to znaczy ja zamieszkałam, bowiem przez pierwszy rok Tomek kursował między Krakowem, a Górą. Ten pierwszy rok, był dla mnie wyjątkowy i dopiero wtedy, zaczęłam odkrywać uroki tego miejsca. Jak dobrze móc, choć na chwilę, przenieść się w czasie, jeszcze raz spojrzeć wstecz.... Jeżeli pozwolicie zrobimy to razem, zapraszam Was w podróż, przenieśmy się  do roku 2005..


Fot. Małgorzata Kościelniak

Fot. Małgorzata Kościelniak

.....przenieśliśmy się już na stałe. Tomek kursuje między Krakowem i Zawadką, ale mamy nadzieję, że uda się tak zorganizować pracę, żeby nie musiał za często jeździć. Teraz, kiedy mamy internet i komputer na Górze większość rzeczy możemy robić tutaj. A poza tym piękna wiosna - nareszcie cieplej i wszystko się zieleni, Kotoń pyszni się wszystkimi odcieniami zielonego, a Tatry, całe w bieli pozwalają cieszyć oczy swoim widokiem. Ptaki oszalały śpiewają od rana do wieczora, przekomarzją się ze sobą, cisza, zieleń, świergot, dwa psy i ja...........i jest mi dobrze i spokojnie i tak zawadkowo - sama wiesz najlepiej. Dzisiaj cały dzień sadziłam kwiaty - trochę się napracowałam - a teraz czekam, kiedy wszystko będzie kwitło i pachniało i kolorowiało. Mam nadzieję, że zechcesz wkrótce nas odwiedzić, może zrobisz sobie małe wagary od miasta i wpadniesz na parę dni do tej wiosennej rozświergotanej Zawadki. Może słoneczko będzie teraz łaskawsze i zrobi się trochę cieplej....












...Kotoń zatraca swą zieloność dachy stodół giną w Chmurach...A ja piszę i słucham... cudownej zieloności, rozświergotanej ptasiej muzyki, jakby ktoś rozsypał klawisze fortepianu takie nieposkładane i zagubione, a jednak razem..mimo wszystko. To jest moje miejsce i Tobie mogę to powiedzieć, Tobie, bo Ty, to zrozumiesz. Ty jedna powierniczko mojej duszy i jej najgłębszych zakamarków takich mrocznych i niczyich, a jednak...? wtorek....


Fot. Małgorzata Kościelniak


wtorek? środa? nie wiem Kotoń tonie w czerni nocy, nawet ptaki przestały świergotać i psy drzemią cichutko, a ja cóż wtorek - środa?? Wtorek bez Ciebie się zmierzcha, środę obudzi ranek wraz ze świergotem ptaków. Taki sobie list, zapamiętany odgłos dnia, szum wiatru i kropel deszczu na trawie. Taki sobie list środowy pachnący szałwią, rozbrzmiewający psimi psotami i nocną ciszą... taki sobie...


Fot. Małgorzata Kościelniak

.....tak, tak wreszcie musiałam to zrobić i powiem Ci, nie było łatwo. Czwartek obudził się otulony mleczną mgłą i nic poza nią nie było widać. Pochłonęła wszystko i omotała chałupkę białym kokonem. Niesamowite wrażenie, jakby świat kończył się i zaczynał właśnie tu i poza tą mleczną bielą nie było nic i nikogo. Mgła, jak to mgła, kiedyś rozwiewa się gdzieś w otchłani i ustępuje miejsca błękitnemu niebu i słońcu i pryska mój bezpieczny kokon. Czas plewić truskawki i takie tam gospodarskie zajęcia. Dały mi w kość, mam nadzieję, że chociaż będzie je można zjeść ze śmietaną :)) bo jak nie to się wkurzę. Nareszcie się rozpogadza widać już góry i wszystkie te zieloności - wiosna nas nie rozpieszcza. Miałyśmy szczęście bo słoneczko się pokazało akurat na dwa dni Twojego pobytu, a potem....





Teraz znowu jestem sama, dom owiany ciszą, Marika pojechała, Tomek też. W taki wieczór najprzyjemniej byłoby siedzieć na werandzie, gdzie chłodny wietrzyk wieje i patrzeć na gwiazdy, ale poczekam z tym na Tomka. Teraz pójdę do łóżka, żeby przespać ewentualną burzę brrrr...


....jestem tu już tak długo, a jednak krótko. Dopiero teraz będąc tu dzień po dniu, mogę odkrywać wszystkie tajemnice tej Góry. Niesamowite jak wszystko się zmienia, wybucha zielonością, jedne kwiatki przekwitają, inne dopiero zaczynają rozchylać swoje płatki. Szkoda, że Cię tu dzisiaj nie było. Dzień obudził się zachmurzony i mglisty, ciężkie krople wody kapały z nieba. Z godziny na godzinę szarość ustępowała błękitowi i wyłoniły się umyte góry takie wyraziste i piękne. Można było iść na spacer ku uciesze dwóch wariatek no i takiej trzeciej. Pamiętasz ten kamień na Gorylce o którym mówił Tomek? Na tej łące rośnie drzewo - niesamowite, nie wiem jak się nazywa może czeremcha. "Rozkołysał się czeremchy biały kwiat" - była taka piosenka... Drzewo niskie, rosochate, jego gałęzie rozłożyste jak parasol, powykręcane jak szpony krogulca uginają się od białego kwiecia. Kiedy usiądziesz pod takim drzewem otacza cię cudowny słodkawy zapach i czujesz się jak w objęciach anioła, a przed tobą umyte góry i doliny. Aż się w głowie kręci. Za jakiś czas to drzewo będzie wyglądało inaczej, opadną białe płatki kwiatów a na ich miejsce pojawi się coś - nie wiem jeszcze co, ale się dowiem. Musisz je kiedyś zobaczyć i usiąść po tym kwiecistym parasolem, a wtedy powiesz mi co czujesz... Dzień po dniu, noc po nocy...

Fot. Małgorzata Kościelniak


.....kręte, zwodnicze niczym labirynt, ale przecież nasze oswajane przez lata, wydreptane i odkrywane. Wierzysz w przeznaczenie?  Moje ścieżki plątały się długo, mnóstwo było na nich zakrętów, czasami wydawało się, że nie ma z nich wyjścia. Sama zresztą wiesz. A jednak w labiryncie ścieżek i ścieżynek odnalazłam tą jedną, która poprowadziła mnie do domu. Jak się nad tym zastanawiam, wyczuwam w tym wszystkim opatrzność - Bożą? Dom - gdybym nie postawiła wszystkiego na jedną kartę, nie wiedziałabym jak mogę czuć się spełniona i spokojna. Ten dom daje mi wiele siły, ten dom pozwolił mi poznać niezwykłą osobę. . Drzewo, piękne kwitnące - już wiem to głóg. Z tych kwiatów zrobią się owoce i będą na tym drzewie przesiadywały ptaki rozkoszując się ich smakiem. Musimy pod nim usiąść zimą, kiedy jest całe obsypane białym puchem, wiosną okryte białym kwieciem, latem w cieniu jego listków i jesienią kiedy jego gałązki uginają się od czerwonych owoców. Za każdym razem będzie inaczej, będziemy siedzieć i milczeć patrząc na góry pod tym niezwykłym parasolem, on nas ochroni od wszystkich złych duchów.... Dzisiaj byłam w Krakowie, wiesz to już nie jest mój świat - bardzo nie i sama nie wiem jak to się stało, przecież tyle lat tam żyłam, oddychałam i marzyłam - i nie wiedziałam że to tylko namiastka...odnalazłam swoje miejsce poprowadził mnie dobry duch, Anioł, Bóg sama nie wiem kto, a potem ten ktoś przyprowadził mi Ciebie... wierzę, że miał w tym jakiś cel...




Fot. Małgorzata Kościelniak

Fot. Małgorzata Kościelniak

Moja chatka - osnuta mgłami w deszczowe dni, wtedy wydaje mi się że poza mną nie ma świata, jestem tylko ja psy i ta góra. Góra magiczna moja...Twoja..i wszystkich tych którzy żyją, czują i myślą tak jak ja, jak te deszcze, wschody i zachody Słońca, rosa na trawie i śnieg na dachach domów. To jest mój świat magiczny..realny..wyśniony. Znalazłam swoje ścieżki ja i Tomek. Trudy dnia codziennego, zmagania z tą całą beznadzieją, a jednak jest coś, co pozwala mi patrzeć jasno w kolejny wschód słońca - deszczowy czy pogodny z kasą czy bez, ale mój... Wiesz jak cudnie kwitną rumianki na łąkach wtopione w zieleń traw. Kotoń pyszni się zielenią - czego mi więcej potrzeba? Psy czekają na codzienny spacer...Kraków jest już nie mój, obcy.....







...zrywałam sobie spokojnie rzodkiewki z grządki i jak wstałam, to myślałam, że nie dojdę do chałupy. Okropny ból w krzyżu. Pojechaliśmy z Tomkiem do Rabki do neurologa, bo tylko tam był dostępny. No i zastrzyki witamina B12 i coś tam jeszcze, ale dzisiaj mi trochę puściło tak że mogę siedzieć, a i boli już mniej. Tylko moje grządki zarosną buuuu.., bo pani doktor powiedziała - żadnego plewienia dopóki to się nie wyleczy. Pogoda paskudna zimno i na przemian deszcz i słońce, tak że sprzyja leczeniu rwy, poleguję sobie z książką. Tomek dzisiaj pojechał do Krakowa - miał jechać w poniedziałek, ale musiał mnie pielęgnować :)
Moja rwa ma się lepiej, codziennie jeżdżę na zastrzyki do Tokarni - bolesne są jak cholera, żeby tylko pomogły, bo roboty w ogródku masa. Na razie i tak nie da się nic robić leje i jest diabelnie zimno, dzisiaj rano były 3 stopnie, o zgrozo i martwię się o moje kwiatki - mam nadzieję, że wytrzymają tą paskudną pogodę. Psy znudzone brakiem spacerów, rozwalają mi chałupę, bawią się i rozrabiają zupełnie jak dzieci spragnione słońca i i zabawy. Wody jeszcze nie dokończyliśmy, ponieważ zbiorniki które zamówiliśmy w Myślenicach nie mogą jakoś do nas dojechać - teraz nie ma szans, bo leje i samochód nie wyjedzie z takimi ciężarami. Więc czekamy na słońce i wkurzamy się, bo robota stoi.




....niecieprki, rumianki, róże, lilie, nasturcje,maciejka,rudbekie. Tak, tak wszystko kwitnie i pachnie, pszczoły uwijają się co rano wokół róży pnącej się po werandzie tylko słychać bzzzzyyyy..zbierają nektar, po południu ich nie ma. Ciekawe. Zauważyłam, że ta róża pachnie najbardziej rano i wtedy jest pracowita. Mnie rosną piękne Olbrzymie truskawy - mówię Ci olbrzymie i pyszne. Tak bym chciała żebyś mogła przyjechać do nas chociaż na kilka dni pogadać, porzucać Fionie patyczki:)) nazbieraczć dziurawca. Pomyśl o tym proszę - bo już stęskniłam się za Tobą..............










......wróciłyśmy właśnie z Toporzyska z rydzami!!!!, które smażą się na masełku i pachną w całym domu, mniam i mamy jeszcze barszczyk biały z ziemniaczkami i cały kosz prawdziwków. Piękny słoneczny dzień, góry w tle i my trzy baby. Wczoraj wieczorem gościłyśmy faceta - Maćka który pojawił się z szarlotką pod pachą i uśmiechem na ustach i gadaliśmy, gadaliśmy do późnego wieczora. Wrzesień, wrzesień, liście zaczynają rudzieć i te cudowne kolory buków za chwilę ogarną całą górę..













....właśnie skończyliśmy smażyć górę faworków, teraz będziemy je jeść i tyć :) Ta zima, to nauka dla nas, zabrakło nam drzewa, trzeba było jeździć po wsi i szukać, a to nie było łatwe - nie tylko nam zabrakło. No ale kupiliśmy i cała sobota upłynęła na zwożeniu go do chałupy, teraz rąbanie i może nie zamarzniemy do wiosny. Ta zima jest wyjątkowo długa i zimna brrr. Na drugi rok będziemy mądrzejsi i przygotujemy dużo opału. Tak więc widzisz, że zmartwienia mają tu inny wymiar niż w Krakowie, albo woda zamarznie, albo drzewo się skończy - sielskie życie na wsi. No ale i tak nie zamieniłabym go na żadne inne.






Dziękuję Wam bardzo, czas skończyć tą podróż taką nostalgicznie-rocznicową.....życzę Wam dobrej nocy......