Od dawna już idąc rano do koziarni zastanawiałam się czy to już ten dzień? Mijały dni i nic. Wczoraj rano weszłam do kózek ze śniadaniem i od razu zauważyłam, że to ten dzień. Hrabianka zjadła owies i kręciła się niespokojnie pomeeekując pod nosem. Ło Matko kochana pomyślałam sobie jak nic będzie rodzić. Pognałam do chałupy po niezbędne rzeczy i ulokowałam się w kąciku. Hrabianka to wstawała to się kładła, pomekiwała, głaskałam ją i mówiłam do niej że wszystko będzie dobrze i wtedy się uspakajała. Po jakiejś godzinie rozpoczęła się akcja porodowa. Moim oczom ukazała się jedna bielutka raciczka i kawałek pyszczka. Hrabianka parła, płakała a akcja nie posuwała się nic a nic. Kawałek pyszczka i jedna smutna raciczka. Złapałam za telefon zadzwoniłam nie do tej Magdy do której chciałam, telefon był poza zasięgiem. Zebrałam myśli i wybrałam numer Malwinki. Powiedziałam jej jaka jest sytuacja. Malwinka rzuciła szybko.
- Masz czyste ręce? jakieś pierścionki? obrączki? Musisz włożyć rękę i wyciągnąć malucha, on się zaklinował ma podwiniętą jedną nóżkę.
Bałam się bardzo, ale nie było wyjścia. Delikatnie włożyłam rękę i pociągnęłam malca, wyskoczył jak z procy zaraz za nim następny. Martwiłam się czy ten pierwszy w ogóle wstanie, czy nie ma wykręconej tej nieszczęsnej nóżki. Nigdy nie mów nigdy, gdybym miała wyobrazić sobie taką sytuację, powiedziałabym że nigdy w życiu nie zrobiłabym tego. Zrobiłam, nie miałam wyjścia, Hrabianka potrzebowała mojej pomocy. W takich sytuacjach człowiekowi towarzyszą takie emocje i adrenalina że jest w stanie zrobić rzeczy o które by się nie podejrzewał. Zwierzęta czują i kochają. Hrabianka wylizywała na przemian maluchy i moje ręce, lizała mnie po twarzy jakby mówiła.
- Dziękuję Ci że mi pomogłaś.
A ja dziękuję Malwince i Magdzie jednej i drugiej. Magdo-Kozo jesteś skarbnicą wiedzy na temat naszych kózek. Hrabianka urodziła dwa śliczne koziołki karpackie Księciunio 3 i Księciunio 4. Koziołkowy rok. Jeszcze przede mną wykot Gali - już się boję. Maluchy są śliczne i zdrowe Hrabianka dba o nie jak najlepsza kozia mama, a ja nigdy już nie powiem nigdy.
A teraz zdjęcia zupełnie zdrowej, no może poza ciągłymi przeziębieniami Anieli i jej wózeczka od Kasi i Leszka z Górnej Chaty. Moich urodzinowych tulipanów które pokazały swe czerwone jęzory. No i łóżko w kuchni - sami widzicie...
Tym optymistycznym akcentem do napisania ii nigdy...