sobota, 4 maja 2013

Pierwszy kozi spacer :)

Chciałam Wam przedstawić nasze tegoroczne maluchy. Dzwoneczka, Szarą, Lucynkę i Księciunia Drugiego.
 
Księciunio, syn Hrabianki :)
 
Dzwoneczek, córeczka Majusi.
 
Szara, siostra Dzwoneczka
 
 
Dzwoneczek, Szara, Lucynka i Księciunio.
 
 
 
Bekon.
 
Lutek.
 
Fidel.
 
Hrabianka i Maja z dziećmi.
 
 
 
 
Fiona, Słoninka i kozy..
 
 
Na pierwszym planie Słoninka  :) W śnieżnej plamie Fiona.
 
Słoninka i Fiona.
 
 
 
 
 
 
Gala, Lutek...
 
 
 
 
 
 
Słoninka, Bekon, Fiona na czele stada.
 
 
 
Wracamy do domu.
 
 
 
 
 
 
 
Wróciliśmy do domu szczęśliwi i zadowoleni. Pozdrawiam Wszystkich tak wiosennie :))
Jakimś dziwnym trafem skasował mi się komenatrz..Hamak wisi dla kozich dzieci :) pozdrowienia dla Barcelony :)

sobota, 30 marca 2013

Wesołych świąt

 
 
Mimo, że za oknem siarcista zima, śniegu z pół metra leży, w koziarni wesoło brykają nasze tegoroczne maluchy. Trzy kózki i jeden koziołek, oj dzieje się tam, dzieje.
Życzę Wam spokojnych swiąt i ciepła w sercu.
 
 
 

czwartek, 28 marca 2013

Każdemu jego Everest...

Styczeń 2004..właściwie to już 2005

 

Fot. M. Kościelniak
 
 
Fot. M. Kościelniak


Fot. M. Kościelniak 

..Zawadka marzec 2005...


Fot. M. Kościelniak

Pierwszy marzec na Zawadce, jeszcze nie mamy bieżącej wody, myjemy się metodą oszczędną :) Kraków już za nami, ale tak na wyciągnięcie dłoni. Jesteśmy zdeterminowani pełni optymizmu gdzieś tam w zakamarkach głowy tętni jeszcze miejski gwar..Tomek wciąż w rozjazdach..ja w rozterkach..
-Damy radę?..
-Damy!!! Tak naprawdę, to co się zmienia?...


 
Fot. M. Kościelniak
 
 
Fot. M. Kościelniak
 
 
Pierwsze święta Wielkanocne, takie nasze..rodzinno-przyjacielskie..śmiech radość i radość..chłoniemy ten dom to miejsce..Fiona i malutka Słoninka..brak nam tchu..brak słów..a jednak z tyłu głowu pulsuje nieznośna myśl.
-Damy radę?...
 
Fot. M. Kościelniak
 
Fot. M. Kościelniak
 
Fot. M.Kościelniak

Fot. M. Kościelniak

Fot. M. Kościelniak
 
Fot. M. Kościelniak

Fot. M. Kościelniak
 
Fot. M. Kościelniak
 
Fot. M. Kościelniak
 
Fot. M. Kościelniak
 
Fot. M. Kościelniak

 fot. M. Kościelniak
 
fot. M.Kościelniak
 
 
 
 
 
Marzec 2013
 Broad Peak
 
 

udostępnił(a) link.
 
 
 
 
 
Każdy z nas ma sówj Everest...
-Słuchaj, co myślisz o tej wyprawie? Wrócą? Może jest jakaś nadzieja. Cholera jasna taki młody, sprawny. Wrócą. Berbeka doświadczony, przecież kiedyś prawie już był na szczycie..wrócą.
-hmmm..ja tego kompletnie nie rozumiem.. nielepiej to siedzieć spokojnie na dupie..wiesz ciepło, przytulnie..przewidywalnie..pilot w zasięgu ręki..
..po cholere Oni tam lezą??
 
 

 
  
Daliśmy. Ile to już świąt, ile wiosen i zim za nami. Tamtego marca nawet nie przypuszczałam jak to się potoczy. Miało być zupełnie inaczej..cóż jak widać życie pisze swoje scenariusze..tamtego marca nawet mi się nie śniło że będę doić kozy, przyjmować kozie porody, drżeć z zimna i strachu o nowe życie..taplać się w błocie..nosić drwa i rozpalać w piecu..
Tamtego marca zaczęłam nowe życie.
 
 
 
 
 
 
 
Zdobywajcie swoje szczyty, słuchajcie siebie..czasami bywa trudno...


sobota, 16 lutego 2013

poniedziałek, 21 stycznia 2013

48 godzin


Co to znaczy DZIWNE???
...
-Są podejrzenia zespołu Downa...

Fot. Turkawa

Cały świat zawirował  mi przed oczami.Co za nami, co przed. "Koń  Turyński" - ..powtarzalność..codzienność..wicher..brak wody..brak..brak.. miii mii-tchu....
Zespół Downa..szperam w interenecie..niby wiem, a jednak..jak to jest możliwe..jest młoda..za młoda.? A jednak Anieka jest naprawddę dziwna!!! To ucho...??
Poszłam gdzie mnie oczy poniosły. Bekon, Fiona..Słonina..Gala..Hrabianka..Maja Lutek..obiad..kolacja..goście....
przez te 48 godzin pokochałam ją bez względu na to jaka miałaby być...
48 godzin czekaliśmy na konsultacje z genetykiem..przez 48 godzin mój świat kończył się i rodził od nowa.

Nasza Anielka jest zupełnie zdrowa..no może oprócz tej wady serca..

Fot.Turkawa
 
Fot. Turkawa
 
fot. Turkawa

Fot. Turkawa

 

czwartek, 10 stycznia 2013

Lato



Czerwiec..
Gorączkowe przygotowania do sezonu. Pomaga mi przy nich Marika i jej przyjaciółka.  Odwiedza nas Gosia z moją ukochaną córką chrzestną Blanką.Wszystko układa się dobrze. Marika już w zaawansowanej ciąży czuje się wspaniale, kwitnie. Krzyczymy na nią żeby odpuściła szorowanie łazienki, ale gdzie tam - energia ją rozpiera. Cieszy się na te narodziny. Wszystko już gotowe, pokój Anielki, łóżeczko - wszystko co najlepsze. Jest szczęśliwia...
Lipiec..
 Chałupa pełna gości, gwarno, wesoło i pracowicie. Kózki pasą się na łące, mleko leje się strumieniami..dom pachnie drożdżówkami z jagodami..lato...
Marika zaczyna czuć się gorzej, skoki ciśnienia, opuchnięte nogi, trudności z oddychaniem. Jej ginekolog daje skierowanie do szpitala. Bezsenne noce spędzone na siedząco..Nie byłam u niej rozmawiałyśmy tylko przez telefon. Badania które nic nie wyjaśniały, jej świszczący głos w słuchawce telefonu. Wszystko jest OK - mówą lekarze - upały. Po tygodniu wychodzi ze szpitala. Termin porodu koniec sierpnia, początek września. Była przygotowana na cesarskie. Od początku takie były wskazania jej wcześniejszego ginekologa. Tymczasem ordynator oddziału położniczego w którym leżała stwierdza, że ma czekać na rozwiązanie..nie ma mowy o żadnej cesarce..
- Mamo, boję się. Nie dam rady urodzić, ledwie oddycham..
Pocieszam ją jak mogę, myślę, że skoro sam ordynator szpitala tak zdecydował, trzeba czekać.
Marika - mój uparciuch, to Ona uratowała życie Anielki..może i swoje. Nie odpuszcza, idzie do ginekologa do którego chodziła jeszcze zanim zaszła w ciążę.
Czwartek..
- Mamo w poniedziałek mam cesarkę..?
Jak tylko ją zobaczył wiedział, że trzeba natychmiast wykonać cesarskie cięcie. W poniedziałek rano miała stawić się w szpitalu w którym pracował przeczuwał, że to cięcie nie będzie łatwe. Poprosił swojego kolegę żeby mu asystował i nie pomylił się, to była ostatnia chwila. To On uratował życie Anielki..On i niesamowita intuicja i upór Mariki..Za twa tygodnie Anielka by nie żyła..
Kiedy zobaczyłam ją zaledwie parę godzin po urodzeniu była taka malutka, od moich ramion dzielił ją inkubator.
-Dziwna jest - pomyślałam sobie. Malutka jakaś taka, jedno ucho całkiem zagięte..
-Taki mały brzydal - powiedział Jarek.
Po rozmowie z panią pediatrą, usłyszałam, że dziecko jest zmęczone ciężką cesarką i ostatnimi tygodniami ciąży, że wszystko jest w porządku. Uspokojona wróciłam na Jaworzyny gdzie chałupa tętniła gwarem. Goście czekali na kolację.
 Targał mną niepokój, ja tu a One tam, nie wiedziałam co się dzieje. Przypomnieliśmy sobie, że gościliśmy pewną położną która zostawiła swój numer telefonu. Zadzwoniliśmy do niej z pytaniem, czy nie ma kogoś znajomego w tym szpitalu w którym leży Marika. .
Zadzwoniła po chwili. Telefon odebrał Tomek - ja się bałam. Z przebiegu rozmowy wywnioskowałam że nie jest dobrze. Niby nie słuchałam, a i tak strzępki rozmowy docierały do moich uszu..
Marika została przewieziona do innego szpitala.. duże problemy z oddychaniem..mała została  przewieziona na intensywną terapię...Dziecko jest dziwne..
- Co to znaczy dziwne? Najpierw zmęczone, potem dziwne! Do cholery, co jest grane?...

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wszystkim razem i z osobna

 
 
Życzę Wam Wszystkim zdrowych, spokojnych i rodzinnych Świąt. To pierwsze nasze Święta z Anielcią. Ostatnio mało mnie na blogu, mam nadzieję, że w przyszłym roku się poprawię :)