środa, 1 października 2014

wrzesień...

Ten wrzesień i te inne wcześniejsze. Wrzesień paradoksalnie przynosi duże zmiany w moim życiu tak cyklicznie. Wrzesień jest wrześniowy pełen rydzów w lesie, rudziejących łąk i lasów bukowych, gór osnutych mgłami. Liści nieśmiało okrywających się jesienną szatą, słoneczników skłaniających głowy od ciężaru. Jabłek w sadzie, rosy o poranku. Rydze cóż za niebiański smak. Rzucone na patelnie na masło, smażone delikatnie na małym ogniu..ten aromat..ehhh. Nie znałam tego smaku wcześniej przed kilkunastoma wrześniami. Kilkanaście wrześni temu byłam inną Jolą, Jolantą. Kolejny wrzesień za mną, pełen ludzi, tajemniczych Don Pedrów, Krasnoludków i Krasnoludów pomagających tu i tam, szepczących do ucha, kładących dłoń na ramieniu po ciężkim dniu...Wrzesień już zawsze będzie miał dla mnie symboliczne znaczenie też dzięki Wam i cóż to słowo na D, nie znam innego..chociaż..odpłynąć stąd chciałam na zawsze...
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Za moim oknem pada deszcz, drwa trzaskają w piecu. Walduś przeciąga się na zapiecku. Psy drzemią po kątach. Jesień. Wiatr rozwiewa liście z drzew. Skończyło się już lato. Koziarnia tuż tuż. Na ścierniskach palą się ogniska. Jesień koniec pracowitego lata...jesień z oddali posłyszeć można warkot traktorów, odgłos rąbanego drwa..ehhh...
 
 
 
 

niedziela, 28 września 2014

a...

Takie nieśmiałe a...Michał mój gość dwa lata temu, Michał i Ania, Magda. To Oni moi goście. Dwa lata kawał czasu, tyle dni miesięcy...Polak Potrafi. Ten projekt przerósł moje oczekiwania. Dla świętego spokoju powiedziałam
- Dobra działamy.
Działamy. Michał, Ania, Magda, Karina, Seba, Asia, Marcin, Kasia, Monika, Renia, Marta, Kasia....Ludziska kochane jest Was tylu że myśli nie nadążają...aa..Beata..i sami widzicie a..b..c..nastąpi










 
 
 
 
Ludzie..ile w Was współodczuwania, chęci do działania. Kopiecie mnie w tyłek i mówicie.
- Dasz radę Jolka, dasz..
Daje bo czuję Wasze wsparcie, bo chcę. Czasami wątpię, błądzę, siadam z kubkiem kawy rano i pytam...
Dziękuję...

niedziela, 14 września 2014

Ten czas...

Pracowicie i refleksyjnie. Jesień. Ta pora roku zawsze wzbudza we mnie refleksje. Rudziejące zbocze Kotonia które widzę z okna kuchni, dymy snujące się, zapach palonych ognisk, wykopki, warkot traktorów z oddali. Jesień...Najbardziej ją lubię. Szczególnie tu w górach. Rosa o poranku i te mgły osnuwające wszystko dookoła..Jesień...
Jesień w tym roku pracowita dla mnie. Budowa koziarni ruszyła z kopyta. Gdyby nie moja niezawodna sąsiedzka ekipa. Mietek, Bogdan nie ogarnęłabym tego. Dzieje się. Jest jesiennie i pracowicie. Wierzcie lub nie zakończenie projektu wzbudziło we mnie falę radości i zwykłego ludzkiego lęku. Lęku o to czy dam radę. Ludzie zmobilizowali mnie do działania, ludzie mi zaufali, wsparli teraz kolej na mnie. Tak zwyczajnie przestraszyłam się. Czy dam radę..paradoksalnie zakończenie projektu wzbudziło we mnie oprócz radości takiej - sama nie wiem jak ją określić, nawet nie wiem czy słowo "radość" jest tym słowem którego chcę użyć - totalną panikę. Pojawiły się pytania czy dam radę, czy sprostam temu zadaniu? Działam..Czy sprostam czas pokaże. Jutro zaczynamy rozbieranie stodoły. Od jutra kozy zamieszkają w prowizorycznej zagródce użyczonej od sąsiadów. Od jutra zaczynamy budowę koziarni. Nie boję się już komentarzy. Nie wiem czy zauważyliście że nie polecam, nie zachęcam do czytania takich czy innych czasopism, nie promuję... Nie, mimo ze mam takie propozycje. Ten blog to moje życie. Ten blog powstał z potrzeby dzielenia się, szukania wsparcia i inspiracji. Ten blog to ja, to miejsce i Wy. Naturalne jest że moje bycie tu zależy od Was i naturalne jest że to dzięki gościom jestem i żyję ja i moje zwierzęta i nie chcę nic więcej. Nie włączyłam i nie włączę moderacji komentarzy, bo macie prawo wyrazić swoje zdanie.  Najbardziej bałam się konfrontacji wirtualności z rzeczywistością, tego co Wasza wyobraźnia podpowiada Wam kiedy czytacie moje posty i tego co zastajecie w świecie realnym. Już się nie boję. Jeżeli nie piszę, to znaczy że moje myśli nie przekładają się w słowa, jeżeli nie piszę, to znaczy że nie chcę robić nic na siłę. Walczę dzięki ludziom i dzięki nim zyskuję siłę. Jestem tu i Dziękuję...
jola










 
 




 

środa, 3 września 2014

ściernisco

Tu na razie jest ściernisco...Ludziska Kochane od rana ruszyłam z robotą. Przyjechały kręgi, kabel prądowy, rury do wody, zbrojenia pod wylewkę. Od samiusieńkiego rana kopara a wraz z nią dzielna ekipa budowniczych domu dla kóz ruszyła do boju. Moi wrześniowi goście dzielnie znoszą te warkoty, a kozy cóż meeee myśle że nie wiedzą co się dzieje. Walczymy dzięki Wam, walczycie z nami, ojoj dzieje się i będzie się działo. Mam zamiar zdążyć przed zimą choćby nie wiem co, jest pracowicie i jeszcze długo będzie, bo tu na razie jest..ale będzie...


https://www.youtube.com/watch?v=6XzGmdXbZmU&list=RD6XzGmdXbZmU&index=1











 
 
 
ja nie jestem w ciemię bita budowlankę znam :)))))
dziękuję
jola