środa, 26 października 2016

Filemon hmm..czyli od początku?


No od początku. A jaki był początek pamiętacie? Pamiętacie mrrrrrrrrr...
Hrabianka. Moja pierwsza, od niej wszystko się zaczęło. Hrabianka...
Operacja się udała, chociaż kosztowała mnie tyle palpitacji serca. Najpierw naczytałam się w internecie o tego typu operacjach u kóz. Matko. Ryzyko, cholerne ryzyko u przeżuwaczy. Nie mówiąc już o tym, że ta operacja to istny cud.
Bo jaki weterynarz chciałby, mógłby operować kozę. Znalazł się. Hrabianka miała cholerne szczęście - karpacka wiadomo.
U przeżuwaczy bardzo ryzykowne jest podawanie narkozy. Najmniejsze przekroczenie dawki grozi?
Po prostu odejdą na te łąki zielone. Tego bałam się najbardziej.
Ranek wyjazd do Krakowa. Hrabianka i jej Maluchy.
Przyszła pora. Powiem Wam że Hrabianka była spokojna jak ją wyprowadzaliśmy. Myślę że myślała.
- Wychodzimy na łąkę :))))
Maluchy gorzej. Meeeeee....
\- Gdzie jest Nasza Mama.
Spokojnie. Wróci. Dzieciaki, wróci.
Bałam się, bałam jak cholera. W mojej głowie wciąż kołatały myśli...
Zaczynamy od początku...
Filemona jeszcze poznacie.

9 komentarzy:

  1. Ciesze się ,że Pani wróciła, prosze dużo pisać. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witamy. Wróciłaś - cieszę się ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Z przyjemnoscia poczytam Twoja historie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na ciąg dalszy ..... tylko wróć. Buziaki zasyłam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomimo długiej ciszy często zaglądałam na Pani bloga mając nadzieję na nowe wpisy. I doczekałam sie. Dziękuję i proszę o więcej. Anna

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też zaglądam i czekam, zawsze już chyba będę czekać na te drzwiczki uchylone do Pani cudownego świata

    OdpowiedzUsuń
  7. I dalej cisza :( pozdrawiam z dalekiego szczecina

    OdpowiedzUsuń