niedziela, 5 sierpnia 2012

Łaziebny i pytania


 
Bekon zamieszkał z nami. Najbardziej bałam się tego jak przyjmą go Fiona i Słonina bądź, co bądź to one do tej pory rządziły w chałupie. Mijał dzień za dniem, Bekon mieszkał na werandzie pod stołem gdzie zrobiłam mu legowisko, dziewczyny powarkiwały na niego i patrzyły kątem oka jak go głaskałam, ale nie było źle. Pewnego wieczora rozpętała się burza, pies trząsł się ze strachu, widać było, że bardzo się boi. Nie zastanawialiśmy się długo i jego legowisko zostało przeniesione do chałupy. Jak to często u nas bywa przypadek zdecydował za nas i od tej pory Bekon zamieszkał z nami. Martwiłam się jednak, bowiem niedługo mieli przyjechać goście z psem i małymi dziećmi. To się będzie działo - myślałam sobie. Cztery psy i dzieci, toż tego nie będzie dało się ogarnąć. Z duszą na ramieniu czekałam na naszych gości. Przyjechali, z samochodu wysypały się najpierw uśmiechy, a zaraz za nimi Marta, Sławek, Marcelinka, Wojtuś i Nostra, biała ośmiomiesięczna labradorka. Oczywiście nasze panienki nie omieszkały pokazać jej, kto tu rządzi, natomiast Bekon, ten dopiero zgotował jej przywitanie. Merdał ogonem, biegał za nią jak szalony zachęcając do zabawy. Białe wymieszało się z podpalanym i dwa psy pognały w ogród jak szalone. To młody pies, chce się bawić, biegać i dokazywać, niestety ani Fiona, ani Słoninka nie są już skore do harców. Ten pies jest niesamowicie wrażliwy i w dalszym ciągu wystraszony, to pies specjalnej troski, jak powiedział Tomek. Każdy nieopatrzny gest, czy podniesiony głos powoduje, że zaczyna oddalać się drogą w stronę lasu, odwracając głowę i patrząc wystraszonym wzrokiem.

















































































Tym razem, ja uczę się od Marty jak zapleść chałkę, wyszły przepyszne :)






My pieczemy Marcelina zamiata.


Pewnego wieczora w oddali zaczęło pogrzmiewać, akurat wtedy poszłam do kóz. Wystraszony Bekon trzymał się mnie towarzysząc przy wieczornym obrządku, Tomek zwoził drzewo, dziewczyny w chałupie kąpały dzieciaki. Musiałam wejść do koziarni żeby wydoić kózki, pies jak zwykle został na zewnątrz. Kiedy wróciłam z koziarni zorientowaliśmy się, że nie ma Bekona. Burza krążyła gdzieś dookoła grzmoty mieszały się z naszym wołaniem. Na nic, ani śladu. Wszyscy biegaliśmy po łąkach szukając go i nawołując, na dworze robiło się coraz ciemniej. Tomek wsiadł w samochód, pojechał drogą w dół, bez rezultatu. Straciłam nadzieję że kiedykolwiek go znajdziemy, pognał wiedziony strachem gdzieś przed siebie uciekając przed tym nieznośnym grzmotem, odtrącony, zostawiony pod drzwiami koziarni. Nie muszę pisać, że pół nocy przepłakałam i raz po raz z nadzieją wychodziłam na werandę, czy aby nie wrócił. Zostawiliśmy uchylone drzwi do chałupy gdyby jednak się pojawił. Rano skoro świat wstałam i wyjrzałam na werandę. Nic, legowisko które mu przygotowałam było puste. Wiedziałam, że już nie wróci, nie wiadomo gdzie pognał, dookoła las i znowu będzie błąkał się głodny i samotny. Wsiadłam do samochodu i pojechałam na dół, pytałam ludzi czy nie widzieli psa, wołałam, ale odpowiadała mi tylko cisza. Kiedy wróciłam Tomka nie było, za chwilę zadzwonił do mnie i zapytał, czy aby Bekon nie wrócił, bo on jeździ rowerem po leśnych drogach i go szuka. Dzwonił tak kilka razy z tym pytaniem, kiedy kolejny raz zadzwoniła moja komórka miałam przygotowaną odpowiedź.
-Nie, nie wrócił i nie wróci!
Nie zdążyłam jednak nic powiedzieć, bowiem usłyszałam.
-Mam go, wsiadaj w samochód i przyjeżdżaj po nas. Jedź żółtym szlakiem w stronę Kotonia, dojedź do rozwidlenia dróg i tam na nas czekaj.
Podskoczyłam jak oparzona, biegiem dopadłam samochodu i pognałam, mówiąc po drodze naszym gościom, że zaraz wracam z Tomkiem i Bekonem.
Tomek pojechał rowerem w stronę Kotonia, tam na Pękalówce zapytał ludzi, czy nie widzieli wieczorem psa. Ci mu powiedzieli, że gnał jakiś jak szalony drogą. Ponieważ Tomek zna tu wszystkie ścieżki i ścieżynki wydedukował którędy psisko mogło pognać. Znalazł go na łące pod Kotoniem. Mieliśmy farta, Tomek uratował go po raz drugi. Merdał ogonem na mój widok, a jego mordka cieszyła się okrutnie. Problem pojawił się z wsiadaniem do samochodu, za nic nie chciał dobrowolnie do niego wskoczyć, nie było wyjścia siłą zapakowałam go do środka i trzęsącego się ze strachu przywieźliśmy do domu. Od tej pory przeżyliśmy już razem kilka burz, zamykamy wtedy drzwi do chałupy, Bekon krąży zaniepokojony, nie odstępuje mnie na krok, najchętniej chowa się w łazience. Tak więc śmiało możemy powiedzieć, że mamy psa łaziebnego, bowiem łazienka powolutku staje się jego ulubionym pomieszczeniem. Tomek uratował go dwa razy, a pies chodzi za mną krok w krok, gdzie ja tam i Bekon, wiesza ze mną pranie, idzie do kóz, gotuje obiad, a nawet prasuje, doczekałam się osobistego ochroniarza. Kozy uwielbia, gania za nimi po łące zachęcając je do zabawy, a one patrzą na niego dziwnie nie wiedząc o co może mu chodzić. Wyganianie kóz na pastwisko i wieczorny powrót, to ulubione pory dnia Bekona. Słoninka i Fiona od czasu do czasu powarkują na niego, ale mam nadzieję, że z czasem całe psie towarzystwo jakoś się dogada. Stajemy się coraz bogatsi w zwierzęta wszelakie.










 Kózki nadal są z nami, okazuje się, że nie tak łatwo znaleźć dla nich domy. Na wiosnę, albo jeszcze w sierpniu będziemy mieć ich jeszcze więcej. Jeżeli ktokolwiek z Was myśli o posiadaniu kóz musi zdawać sobie sprawę z tego że kupując jedną kózkę za rok może mieć ich dwie, trzy, lub cztery. Za kilka lat dowolną wielokrotność kózek i koziołków i co z tym wszystkim począć? Jeżeli nie potraficie kierować się zdrowym rozsądkiem i logiką, tak jak my, w ogóle nie zabierajcie się za jakąkolwiek hodowlę. Odpuśćcie sobie, bo przyjdzie taki moment, że Wasze stado rozrośnie się niebotycznie i każde meee będzie domagało się od Was swojej miarki owsa i siana. Staniecie się niewolnikami kóz. Od wieków człowiek hodował zwierzęta, żeby je zjadać, wtedy panuje równowaga. Żeby mieszkać na wsi, trzeba być twardym. Niestety nie ma mleka bez wykotów, kózka która nie rodzi mleka nie daje,można ją jedynie traktować jak miłe domowe zwierzątko, a przecież nie o to chodzi. Ufam, że znajdziemy dobre wyjście z tej sytuacji, każdy dzień uczy nas nowego, stawia przed nami trudne pytania na które musimy znaleźć odpowiedzi. Pozdrawiam serdecznie z zapracowanego jolinkowa, życzę Wam samych łatwych pytań i trafnych odpowiedzi.






















68 komentarzy:

  1. Cudnie u Ciebie, tak sielsko, tyle zwierzat i jaka piekna okolica, historie o Bekonie czytalam z zapartym tchem i ciesze sie, ze sie odnalazl, piekny psiak, pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kochane psisko, już zaczyna rozrabiać :)

      Usuń
  2. Pięknie zaplecione te chałki!
    Wydrap psa łaziebnego za uchem!

    OdpowiedzUsuń
  3. To naprawdę dramatyczna historia. Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło. Pięknie tam u Was:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. :) :) :) Ale fajnie powspominać ten nasz "turnus" :) To ja już wiem, czemu ten Bekon tak koniecznie chciał z nami do łazienki iść :) Mam nadzieję, że z kozami jakoś się ułoży, że rozwiązanie samo przyjdzie. Buziaki od Marceli i Wojtka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Marta, on biedaczysko chciał się schować, ale skąd miałyście to wiedzieć, dobrze, że się znalazł, ja też przesyłam Wam buziaki i dbaj o siebie :)

      Usuń
  5. Jak dobrze znowu czytać u Ciebie:) Dobrze widzieć Bekonika uśmiechniętego, choć po przejściach dramatycznych, niewątpliwie. Miał dużo szczęścia, że Tomek go znalazł, tak jak wszyscy którzy do Was trafiają mają szczęście:) Pięknie u Was, widzę że dynie i cukinie urosły. Goście widać "swojaki" przyrodę i zwierzaki lubiący, to dobrze. A że kóz dużo - rozwiązanie na pewno się znajdzie - przypadkiem, jak to z Wami bywa;) Mocno całujemy i wspominamy ciepło.
    PS Co ze śniegiem??? AJN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no, no takie pochwały, aż się rumienimy. Dynie rosną jak głupie, cukinie takowoż, a ludziska do nas trafiają wspaniali :) A śniegu wciąż nima, za to dojrzewają jeżny w dużych ilościach. Machamy do Was wszystkimi łapami :)

      Usuń
  6. Jolu do Ciebie zajrzeć to się i popłakać można i pośmiać, wzruszyła mnie opowieść o Bekonie, wiem że lepiej trafić nie mógł, niesamowicie podobają mi się twe zawijane chałki, muszę do Ciebie pojechać żeby się nauczyć takie zaplatać :), widzę że gości macie fajnych, dużo uwagi skupiasz na dzieciach :)Uściski serdeczne przesyłam i do miłego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj te chałki pyszne są, oj pyszne i znikają szybciutko. A dzieci, cóż - lubię dzieci i cieszę się że w tych zwariowanych czasach są jeszcze normalne dzieciaki, co to biegają po łąkach za świerszczami, kózkom gałązki zrywają, dostrzegają piękno przyrody dookoła i potrafią bawić się w indian i wyczarowywać swój dziecięcy świat.

      Usuń
  7. Już nie mogłam się doczekać wieści od Was. Dobrze, że udało Wam się odnaleźć Bekonka. Cierpiał by biedak gdzieś sam. Sunie przywykną do niego, a może tak już będą powarkiwać zawsze. Mój Tymek nie przywykł do swoich psich towarzyszy. Ciągle warczy i jest obrażony, ale jakoś to ich życie "wspólne" się jednak bez większych problemów układa.

    Pięknie u Was o każdej porze roku. Kózki bardzo duże już są i takie piękne. Prawdę piszesz Jolu o życiu ze zwierzętami. Stado się rozrasta szybko, nie ma jak się rozstać, nie można wszystkich potomków zatrzymać. Uwielbiam jagnięta, ale w tym sezonie chyba sobie odpuszczę męża dla owiec, chyba, że uda mi się sprzedać 20 owieczek, ale raczej małe szanse. Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Owieczko, Ty wiesz najlepiej jak to jest. Nie mogę się doczekać kiedy będziemy mogły sobie pogadać.

      Usuń
  8. Wzruszyłam się czytając o Bekonie. Nie jest łatwo opiekować się psem specjalnej troski - wiem coś o tym, bo mieliśmy taką sunię u nas. Nie dogadała się z Milą. Trzeba było po ustabilizowaniu jej zdrowia i psychiki poszukać dla niej domu idealnego i - chwała Panu udało się taki znaleźć. A co do kóz - święte słowa! My nie zdecydowaliśmy się na ich hodowlę właśnie dlatego. Nie wyobrażam sobie zjadania wychowanych przez siebie koźląt ani sprzedania ich na mięso. I dlatego nie mamy kóz...
    Pozdrawiam najserdeczniej
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są takie momenty, że przerażenie mnie ogarnia jak o tym wszystkim myślę, takie dni, kiedy zbyt dużo na głowie od rana do wieczora i jeszcze kozy jak na zamówienie wywiną jakiś numer np. rozlezą się we wszystkie strony i trzeba za nimi ganiać, a tu goście na kolacje czekają, że mam ochotę rzucić to wszystko w diabły. Te chwile mijają i wiem, że tego nie zrobię.

      Usuń
  9. Pies specjalnej troski ale jaki szczesciarz! i wyglada przesympatycznie.Z kozami tez mialabym problem, ich zjadanie , NIEMOZLIWE byloby!!!
    Macie tam raj na ziemi ! moje wnuczki bylyby tam bardzo szczesliwe! w tym roku nie udalo sie ale moze kiedys! oby kozki znalazly swoj przyjazny dom, czego Wam zycze i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ta specjalna troska przyniesie rezultaty, pozdrawiam serdecznie i przesyłam buziaki dla Twoich wnuczek :)

      Usuń
  10. Pies łaziebny - fajnie:) Ma szczęście psina, oby już więcej nie trzeba było go ratować. Zdjęcia dzieciaków pośród kózek, psów i innych Waszych atrakcji urzekające są bardzo. A tego dylematu hodowlanego to Wam nie zazdroszczę, życzę znalezienia optymalnego rozwiązania.
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten dylemat spędza mi sen z powiek :)

      Usuń
  11. Najważniejsze, że Bekon się znalazł...ale gdyby nie Wasza determinacja, to strach pomyśleć...
    Ja też kiedyś znalazłam takiego psa, który był niezwykle strachliwy...np. w ogóle nie podchodził do mojego dziadka, tak jakby się bał starszych ludzi...niestety, bardzo szybko od nas odszedł...znowu wybrał wolność..
    A zdjęcia cudowne!
    pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Bekon nie wybierał już wolności, przyzwyczaiłam się już do jego radosnej mordki.

      Usuń
  12. Ale dawkujesz napięcia swoim czytelnikom ;) Dobrze, że Bekon się odnalazł, biedaczysko pewnie niejedno przeżyło i taki jest nieco pies specjalnej troski, ale, że młodziutki, to może jak już uwierzy, że ma dobry dom, to się wyciszy i uspokoją się jego straszki.

    Mojej suczce zdarza się powarkiwać na kotkę, ale to absolutnie nic nie znaczy, bo za moment się obwąchują i ogólnie w zgodzie żyją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powolutku się wycisza, umie się już cieszyć i bawić, nadal jednak trzeba bardzo na niego uważać.

      Usuń
  13. Przepięknie tam macie, a kierowca w czerwonym samochodzie najlepszy !!! Dobrze, że się Bekon znalazł. Kózki przeurocze !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wielki czerwony traktor, a kierowca najbardziej uroczy jakiego widziałam :)

      Usuń
  14. Jolu, jak dobrze, że Bekon wybrał właśnie Was. "Coś" go pokierowało do Waszej Chatki ;)
    Burze... ech, znam to - mój pies ze strachu ma ochotę wydrapać sobie norkę w ścianie, w regale, w podłodze... No, ale to zwierzę, a jedna moja znajoma w panice, kwiląc ze strachu spędza burze właśnie w łazience! Dobrze by się z Bekonem rozumieli ;)
    Jolu, Twoje zwierzole jakoś się dogadają. Moje na początku się obrażały na kolejnych małych gości pojawiających się na pobyt tymczasowy. Teraz nie ma problemu. Nawet kotka spasowała, a z nią było najtrudniej. Moja sunia przyjmuje rolę mamy i pięknie się opiekuje małymi szczylkami :)
    Pozdrawiam Cię Jolu bardzo serdecznie i całe Jolinkowo.
    Życzę Ci jakiegoś cudownego złotego środka co do kózek! To musi być strasznie trudne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu śmiejemy się, że on musiał naszą agroturystykę w internecie znaleźć i postanowił się załapać :)

      Usuń
  15. Jolinko droga, Twój post wyjątkowo mnie poruszył, mam nawet wrażenie, że tą drugą część kierowałaś po części do mnie (miałaś napisać maila, prawda? jak znajdziesz trochę wolnego czasu...;-)))
    Powiem Ci, że właściwie każde z moich zwierząt wybrało sobie nas, a nie my jego ;-) Bywało - i bywa - różnie, ale jakoś to stadko się trzyma, konflikty są chwilowe i powierzchowne. Tak, wiem, że na wsi powinno się być twardym, bez sentymentów, ale... nie każdy może i potrafi. A jak nie potrafi, to jakieś rozwiązanie się znajdzie, bo - musi... Niestety, Twoje rozterki nie zniechęciły mnie do posiadania kózek ;-)
    A o zjadaniu nie ma mowy! Człowiek już dawno zakłócił równowagę w przyrodzie, więc musi w swojej ingerencji pójść dalej i wziąć odpowiedzialność za to, co wokół niego i jest pod jego pieczą. Dlatego też nie wzdragam się przed sterylizacją swoich zwierząt.
    A czy nie jest tak, Jolinko, że kózka musi raz urodzić, a potem wystarczy ją doić, żeby dawała mleko? Z krowami chyba tak jest... (oj, wiele się jeszcze muszę nauczyć)?
    A jeszcze bardziej poruszyła mnie historia Bekona... Jako żywo stanęły mi przed oczami wydarzenia sprzed 2 lat, kiedy zginęła nasz Krimusia, 70 km od domu i szukaliśmy jej prze 3 dni... więc wiem, przez co przeszłaś. To były tak straszne chwile, ze do dziś mam traumę.
    Miał Bekon dużo szczęścia, mieliście i Wy ;-))
    Ściskam Was najczulej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Inkwizycjo kochana, laktacja jest związana z porodem, nie musi rodzić co roku, może co dwa, ale to i tak niewiele zmienia. My mamy Fidela i upilnowanie kózki w rui jest trudne. Kastracja nie jest żadnym wyjściem, nie można hodować stada bezproduktywnych zwierząt, nie zapominaj o tym, że są to też pieniądze na jego utrzymanie, jedzenie, weterynarz. W ten sposób za kilka lat można pójść na żebry razem ze stadem kóz. Jestem zła na siebie, że nie myślałam o tym wszystkim zanim przyjechała do nas Hrabianka. Niestety powinniśmy w sposób najbardziej naturalny redukować pogłowie. Tak właśnie o tym chciałam napisać maila. Niestety trzeba najpierw wszystko dobrze przemyśleć i zastanowić się, czy jesteśmy gotowi podołać temu na co się decydujemy. A dynie rosną jak głupie i rzeczywiście będą zielone, wyglądają jak arbuzy.

      Usuń
  16. A i jeszcze chciałam napisać, że nasza Szyszunia też strasznie boi się burzy i od razu idzie pod drzwi łazienki, żeby ją wpuścić. Nie żadne tam pod łóżkiem... Chyba to jest jakiś specjalny azyl ;-)
    No i jeszcze dynia - ta na pewno powinna być zielona, od początku do końca ;-) Wszystko jest z nią OK!
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  17. Biedne psisko! Musiało wiele przejść w tym swoim psim życiu. Ale takie właśnie zwierzaki potrafią oddać z nawiązką okazaną im miłość. Widzę, że już wrosło na dobre w Wasze Jolinkowo, a i Wy przyzwyczailiście sie do niego. Dobrze, że na Was trafiło (chyba podobnie jak my lubicie stawiać przed sobą trudne zadania ;-)) Zobaczysz, że psia sfora wkrótce jakoś się dotrze, muszą na siebie powarczeć, żeby ustalić hierarchię w stadzie. Zrozumiałam, że Łaziebny jest lękliwy. Jeśli Ty będziesz zachowywała się spokojnie i stanowczo, wkrótce znajdzie swoje miejsce, a te same codzienne czynności powinny go uspokoić.Ale na to wszystko potrzeba dużo czasu i cierpliwości. A co do kózek, zgadzam się z Tobą w 100 proc. Ufff....Pozdrawiam z zapracowanej kozio-psio-kocio-owczo-kurzo Parowy Falęckiej Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest lękliwy i jest jeszcze jeden problem, zauważyłam, że obsikuje nogę od fotela w pokoju i jak go tego oduczyć. W stadzie rządzi Fiona, a Bekon jest potulny jak baranek :)

      Usuń
  18. Jolu ja wiem, że powinnam skupić się na treści ale zawsze gdy czytam twoje posty rozbija mnie z uwagi jedno _ te zdjęcia!!! u ciebie jest na prawdę pięknie zwierzaki zadbane i kochane ale wnętrze twojego domu to dla mnie szczyt marzeń i oczy aż bolą od tego piękna starych mebli pamiątek które tak pięknie ozdabiają wnętrze :)Jestem pod ogromnym wrażeniem za każdym razem !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i Ty też kiedyś spełnisz to marzenie, jesteś uparta w dążeniu do celu. Te przedmioty zbieraliśmy latami, wciąż ich przybywa :)

      Usuń
  19. Kłaniam się nisko... podziwiam za każdym razem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Patrzyłam w niedzielę po tych szczytach w okolicy Jordanowa i Makowa, i tak sobie myślałam, że gdzieś tam, wysoko jest Jola; historia Bekona ze szczęśliwym zakończeniem, i dzięki Ci za to; i my mamy takie dylematy z mężem, jeśli kozy, to co potem? jak to mówił Kargul, za bardzo przejmujący jesteśmy; pozdrowienia serdeczne posyłam na Jaworzyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu, byliście tak blisko i nie wstąpiliście, szkoda, że nie wiedziałam. Następnym razem pamiętaj o nas, serdecznie zapraszamy. Właśnie, co potem? Czasami warto zastanowić się przed, my tego nie zrobiliśmy, dlatego chciałam żeby ludzie, którzy tak jak my nie mają o tym pojęcia zastanowili się.

      Usuń
  21. Wzruszona psim losem i Twoją opowieścią życzę z serca wszystkiego najlepszego. A jako właścicielka psa mogę jedynie podzielić się podobnymi doświadczeniami, mój także w czasie burzy chowa się w łazience i niech tak już będzie.
    Pozdrawiam słonecznie i prawdziwie letnio
    Danusia

    OdpowiedzUsuń
  22. A to mu się trafił domek. Ja też mam kundelka z adopcji, który sikał na widok wszystkich mężczyzn, tragedia. Do dziś jest płochliwa.
    A nie chcielibyście przygarnąć jeszcze jednej psiny, za płotem u sąsiada cierpi sunia, siedzi całe życie na łańcuchu, porwę ją jak trzeba będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy Fiona i Słoninka wytrzymałyby jeszcze jednego psa. Jak na razie trzy psy i sześć kóz nam wystarczy :)

      Usuń
  23. Jolu Nasza Kochana, po pierwsze to już dawno oboje z Pawłem doszlismy do wspólnego wniosku, że gdyby np. kiedyś jakimś trafem z tych Twoich cudownych psiaków narodziło się jakieś nowe pokolenie, to my CHĘTNIE szczeniaczka sobie przytulimy. Wierzę, że stanie się to w czasie, w którym Nasza Polana nie będzie już tylko wirtualnym tworem. Tutaj z pewnością polskiego psa sobie nie ściągniemy... Nie skażemy go przecież na taką emigrację. :-)
    Po drugie Twoja historia mrożąca krew w żyłach ale wiedziałam od początku, że skończy się dobrze. Tomek, mimo iż znamy go raptem kilkadziesiąt godzin, wyglądał nam na gościa, który za Bekonem mógłby na same Rysy się zagalopować /choć szlak od polskiej strony zamknięty/, więc tylko podziwiałam Twój talent do budowania napięcia... a to potrafisz jak mało kto.
    Jakie to szczęście, że Bekon do Was trafił, bo doprawdy rzadko spotyka się ludzi o takich sercach jak Wasze.
    Po trzecie te fotki z dziećmi i Twoim kozim zwierzyńcem... - bezcenne.
    Tęsknimy
    Cmok
    M&P czyli Nasza Polana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, to musiałby być cud, obie suczki są wysterylizowane, chyba, że Bekon spłodzi gdzieś na wsi jakieś maluchy. Co do Tomka, to racja, gdyby nie on pewnie Bekon znowu by się błąkał, namachał się chłopkak po tych górach na rowerze :) Podczas następnej wizyty w Polsce, wpadajcie do nas. Czy Paweł nadal uśmiecha się tak uroczo :)

      Usuń
  24. Oj wiem co przeżywaliście jak uciekł Wam Bekon. Ja mam psa włóczykija, to podhalan, a one są niestety łazęgi. Kiedy mieszkał w blokach więcej podróżował, teraz osiadł na prawie wsi ;) i okrutnie mu się tu nudzi, więc jak tylko ma okazję to daje drapaka. Dawniej na spacery chadzał luzem, pewnie że odbiegał kawałek, ale jak go się zawołało to raz szybciej, raz wolniej ale przychodził do nogi, a teraz niestety tylko na smyczy chodzi, bo znika błyskawicznie, kiedy poczuje wolność, a jakże wraca po 5-6 godzinach, ale co my się nadenerwujemy i naszukamy. Tej zimy poszedł ostatni raz luzem z mężem na spacer. Po pół godzinie wraca mój mąż i mówi Zawrata nie ma zwiał, rozpłynął się w powietrzu w momencie jak powiedziałem, koniec spaceru, wracamy do domu. Szukaliśmy go 4 godziny. Ja mówię że wróci, a mój z każdą minutą że to już koniec i wypił herbatę i chce iść dalej go szukać, tylko gdzie?, Po 5 godzinach ja poszłam do mechanika po samochód i mówię, ze jak odbiorę wóz to pojeżdżę jeszcze, zeszłam drogą na ulicę i słyszę jak cała wiocha ujada i widzę tę białą kitę jak pędzi do mnie szczęśliwa. Ale co się strachu najedliśmy....
    Aaa.. pies był na swoim starym osiedlu, dowiedziałam się od mojego taty i kiedy tydzień później zwiał przez moje gapiostwo pojechałam od razu na stare śmieci i był pod swoim blokiem. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagódko, anioły wiszą, nic im nie jest :) przepraszam, że z takim opóźnieniem Ci donoszę.

      Usuń
  25. piękna historia pt. "Bekon spotyka dobrych ludzi" :)))

    OdpowiedzUsuń
  26. Niesamowitą intuicję ma Tomek! Znalezienie wystraszonego, uciekającego psa, w górach, toż to cud! Oby to była ostatnia taka przygoda ...
    Z hodowlą - święta prawda ...
    Lata płyną, a my nie stwardnieliśmy na tyle, żeby zjadać swoje zwierzęta. Kury kończą życie naturalną śmiercią, królik jest chyba nieśmiertelny. Wiem, wiem - obłuda aż kapie, bo przecież "cudze" mięso jadamy.
    Nasze kozy matki rodzą najczęściej po 3 lub dwa koźlęta, więc przyrost stada jest gwałtowny i duży. Nie ma innego rozwiązania niż sprzedaż. Zostawiamy ze dwie dziewczynki, z resztą się żegnamy. I wiem, że nie wszystkie z nich będą żyć dalej ... Przez te lata, musiałam sobie wypracować zgodę na to. Rozterki, smutek i łzy. Rozpacz Weroniki. Nie raz, nie dwa, chciało się to wszystko rzucić w diabły! A jednak? Jednak, radość z powitania nowego życia, opieka nad maleństwami, ich szalone harce, zasypianie na kolanach i mleko na sery - równoważą smutki. W tym roku - sukces niebywały! Na 12 sprzedanych młodziaków, 10 znalazło nowe domy! W tym parę koziołków, na które zazwyczaj wydany jest wyrok.
    Jolu, myślę, że doskonale wiem co czujesz. Ja piszę to po sześciu latach szarpania się.
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sześć lat szarpania, my jesteśmy na początku. Naiwniacy, myśleliśmy, że nie będzie z tym problemu. Czasami myślę, że sprawy hodowania zwierząt należy zostawić tym, którzy wiedzą jak to robić. Jak Wy to robicie, że udaje Wam się sprzedać te kózki, może my się źle do tego zabieramy. Buziaki dla Weroniki :)

      Usuń
  27. Jak to dobrze, kiedy łzy osusza uśmiech. Łaziebnego podrapcie czule za uchem!

    Obyśmy w przyszłym roku mogli wreszcie uszczuplić Wam stadko!!! Ale żeby tak się stało, musi się wreszcie znaleźć kupiec na nasz dotychczasowy dom...

    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby się znalazł, czego Wam serdecznie życzę, a wtedy przyjedziecie po kózkę :)

      Usuń
  28. Oj.. tak po fotkach to już jesienią u Was zalatuje...powietrze już zapach zmieniło ???
    Teraz to dopiero będzie piknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jesień wcześniejsza i piękna bywa, ale jeszcze tak ze trzy tygodnie, chociaż jak patrzę na Kotoń...na razie świerszcze wygrywają jak oszalałe.

      Usuń
  29. Oj znam to uczucie. Moja suka też sie wszystkiego boi. Bardzo dobrze, że znaleźliście psa. Podziwiam waszą wytrwałość. Fajnie wygląda miłość tych psów na zdjęciach, już wyobrażam sobie jak to wyglądało na żywo. Co z kozami? Znajdziecie im fajny dom, z pewnoscią. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  30. Jolu droga. Leże od dwóch dni w szpitalu, kroplówka z chemią kapie wolno tak już 6 fiolka. Wszystko mnie boli, spać nie mogę ale staram się nie dawać. Dzięki Tobie choć na chwilę zapominam o tym wszystkim i przenoszę się do krainy szczęśliwości, gdzie świergot ptaków wszędobylskich umila dzień, gdzie radosne rozbrykane kózki hasają radośnie,gdzie cudowny zapach świeżego chleba i sera,oczy cieszą barwne kobierce kwiatów, a w okół sami dobrzy ludzie i radosne psie szczekanie.
    Od razu wiedziałem,że Bekon znalazł swoje miejsce na ziemi. Już czytając poprzedni post o jego pierwszych dniach u Was to wiedziałem,że Twoje dobre serce i serce Tomka zespolą swe siły i na pewno Bekon u Was zostanie i wcale się nie pomyliłem.Na pewno sunie w końcu polubią Bekona, a Twój ochroniarz osobisty myślę,że całym swym psim serduchem już dawno przy Tobie jest.Moja Majcia również bardzo boi się burzy ale chyba większość piesów tak ma.
    Jolu droga myślę ,że w sprawie ilości kózek coś wymyślicie. Wiem ,że to trudne decyzje, a Wy tacy uczuciowi ale może rozsądnie było by pomyśleć o jakimś targu, może tam sprzedacie kózki. Jolu nie gniewaj się proszę, bo sam nie wiem jak bym postąpił ale wiem również,że czasem trzeba postąpić rozsądnie choć to trudne. Przepraszam za to co teraz napiszę, myślę,że mnie zrozumiesz,bo nie chce tego pisać otwarcie. Może jakieś restauracje lub hotele czasem by od Was odbierały kózki.
    Raz jeszcze Jolu przepraszam ale jednego jestem pewien,że w końcu znajdziecie odpowiednie wyjście z sytuacji.
    Jak zawsze cudnie było Cie odwiedzić,fotografie wspaniałe. Cudnie uchwycasz chwile aparatem. Zdjęcie z dzieciątkiem boskie,a zdjęcia psiaków w zabawie ....wprost zachwycające. Śpiący Bekon mnie tak rozczulił,że brak mi słów.Buziaki posyłam i pozdrawiam szpitalnie ale bardzo serdecznie. Pozdrów ode mnie Tomasza i powiedz mu ode mnie,że jestem pełen uznania i dumy,że tak szukał Bekona. Cudnie tam u Was i z wielką przyjemnością kiedyś Was odwiedzę, jeszcze nie wiem kiedy i jak ale to zrobię.Całusy Jolu, Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzesiu trzymaj się w tym szpitalu i zapraszamy w nasze skromne progi, mam nadzieję, że kiedyś do nas w końcu dotrzesz. Nie ma się o co gniewać, chodzi o to, że na razie nie ma chętnych na te nasze kózki. Cóż poczekamy, a nóż się znajdą. Jak najbardziej masz racje.

      Usuń
  31. Witam w słoneczny wieczór życząc pięknego
    słońca, pogody ducha i wspaniałego samopoczucia!

    OdpowiedzUsuń
  32. Droga Jolu! Niestety, z siusianiem psów w domu zawsze jest duży problem. Może to być spowodowane stresem. Pewnie nikt go nie nauczył, że takich rzeczy nie robi się w domu.Fotel radzę usunąć w takie miejsce, gdzie nie będzie miał do niego dostępu. Obawiam się, że jeżeli raz spróbował, to będzie wyczuwał swój zapach (nawet jeśli po wyszorowaniu my go nie czujemy)i sytuacja będzie się powtarzać.Będzie znaczyć tę nogę fotela :-( i oby inne psiaki nie zaczęły znaczyc w tym samym miejscu). Skoro chodzi z Tobą wszędzie, pewnie jeszcze jest zestresowany. Nie wariuje przypadkiem, gdy znikniesz mu z pola widzenia? Zabawa na świeżym powietrzu powinna go trochę odstresować, spróbuj go nagradzać smakołykami za to, że robi siusiu na zewnątrz.I nie bój się tego warczenia psów. One tez muszą się w końcu dotrzeć. Ciągła izolacja to nie rozwiązanie dla Was. Przeciez będziesz kontrolowac sytuację i możesz zareagować w odpowiednim momencie. Małymi kroczkami i powinno się udać, czego z całego serca Ci życzę. Wiem, że to wszystko jest trudne do realizacji i porady, poradami, a życie życiem, ale prawda jest taka, że sama musisz obserwować,co przynosi lepsze efekty. Nie ma jednej, jedynej recepty na wszystkie psy. Każdy z nich jest inny, obciążony innymi doświadczeniami. Musisz być sprytna i do nauki wykorzystywać trochę jego słabości (np. jeśli łakomy, to nagradzaj jedzonkiem itd.) Dobra. Dość tego wymądrzania. Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za rady, przez ostatnie dwa dni Bekon nie zesiusiał się w pokoju, nagradzam go za sikanie na dworze. Rzeczywiście jak znikam tj. jadę do sklepu pies chodzi niespokojnie od okna do okna, jest pobudzony, mam nadzieję, że nauczy się, że czasami mnie nie ma, ale wracam :)

      Usuń
  33. Przyznamy że blokowało nas mocno przed komentowaniem tego wpisu :/ ostatni nasz komentarz pod podobnym wpisem u Ciebie doprowadził do sporej zadymy i kopniaków wymierzonych w nas. Znasz nasze zdanie na temat dylematów związanych z KOZAMI.Radykalizm którym się kierujemy we wszystkim (również wobec siebie) powoduje że ogarniają nas bardzo negatywne uczucia gdy czytamy wypowiedzi ludzi wsuwających mięcho 3xdziennie ,,ja to przecież nie mogę zabić takiego zwierzątka" no tak jest milutkie bialutkie... Ale gdy za chwile leży na talerzu kotlet z podobnego to już nie ma problem ???
    Nasze kózki (Polskie Białe Uszlachetnione)tegoroczne pojechały jako prezent dla gospodarstwa Katedry Zootechniki w Olsztynie. Studenci rolnictwa będą mogli zobaczyć jak wgląda mleczna koza:)))
    Jeśli macie dylemat opisany wyżej może zróbcie prezent tak jak my. Czasem bardziej opłaca się oddać za darmo niż karmić i chodzić przy zwierzynie której miało nie być.
    Powiemy tak serki, twarożki... wszyscy chętnie by zjadali (najlepiej za darmo lub za grosze) ale przy kozach babrać się gównach, doić codziennie a to niech robią frajerzy . Nawet za darmo kóz nie chcą brać. TAKI JEST OBRAZ TEGO ZDEGENEROWANEGO SPOŁECZEŃSTWA POLSKIEGO. W związku z czym pewnie nie będzie Wam łatwo znaleźć klientów na kózki. Ale może...
    Serdecznie pozdrawiamy Was :)i przepraszamy za radykalizm (znowu).

    OdpowiedzUsuń
  34. Cóż trudno odmówić Wam racji, oczywiście chętnie oddalibyśmy nasze kózki w dobre ręce, ale skąd takowe wytrzasnąć. Nie ma to jak szczerość i radykalizm, gdyby każdy umiał się nim kierować świat byłby mniej skomplikowany. Jest światełko w tunelu, koziołek karpacki jest już w nowym domu, mieszka w Milówce w Beskidzie Żywieckim w stadzie 70 kóz, miejmy nadzieję, że się dobrze spisze. Wybierzemy się tam jesienią, żeby popatrzeć i nauczyć się czegoś od mądrzejszych od nas :) nie ma za co przepraszać :)

    OdpowiedzUsuń
  35. No i co tu napisać aby nie było banalnie i zbytnio się nie powtarzać:)))))Nie jest prostym znalezienie odpowiednich słów. Bo jakimiż słowami określić na przykład wzruszenie i radość z jakimi obejrzałam i przeczytałam (jak zwykle po raz kolejny) TĄ cudowną fotorelację.
    Patrząc na te cudowne zdjęcia przedstawiające kózki, chciałoby się rzec, ale cudownie. Lecz doskonale rozumiem problem o którym piszesz. Jestem pewna, że u WAS najistotniejszą sprawą w każdym względzie (nie tylko w tym)jest jakość a nie ilość.
    Od początku w każdym poście pokazujesz jak bardzo dbacie o zwierzęta, które u WAS znajdują dom.
    No ale jak już nie raz pisałam, że bardzo wierzę iż dobro powraca tak jestem pewna, że ten problem uda się pozytywnie rozwiązać. O czym już powyżej troszkę przeczytałam:)
    Ludzi chcących i przede wszystkim potrafiących się tym zajmować darzę ogromnym szacunkiem. Ale nie każdemu jest dane chcieć, móc i potrafić.I tak powinno na tym świecie (moim zdaniem) być.
    Patrząc na te wspaniałe zdjęcia szczęśliwych GOŚCI przypomniała mi się książeczka o Wojtusiu, który pragnął zostać strażakiem:)Ten
    jednak chyba bardziej traktorzystą:)))
    Ale trzeba przyznać ,że pomocnicy trafili Ci się cudowni.
    Pole obrobili, obejście posprzątali. Oczywiście chodzi o Marcelinkę (piękne imię). W kuchni pomogli, kózki nakarmili i do tego TACY sympatyczni.
    Jeżeli jeszcze czytasz ten komentarz, to nie muszę dodawać co czuję myśląc o Bekonie.Jak bardzo jestem zadowolona, że pomimo tych przygód jest ponownie u WAS.
    Ściskam bardzo serdecznie z chłodnego ale słonecznego Mazowsza:))

    OdpowiedzUsuń
  36. Goście wspaniali, wnieśli do naszej chałupy wiele śmiechu i radości, a Wojtuś w traktorze czuł się jak ryba w wodzie. Marcelina to żywe srebro, temu wręczy bukiecik polnych kwiatków, do innego pośle czarujący uśmiech, taka mała czarodziejka. Mam nadzieję, że kózka też znajdzie dobry dom. Trudne to wszystko, ale kto powiedział, że będzie łatwo :) Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  37. Jakie wspaniałe, sielankowe są zdjęcia, które pokazałaś! Z wielką przyjemnością pooglądałam :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  38. Witaj Jolu:) to ja guga ze skarbczyka:) teraz nela z kufra...
    Zaglądam tu już chyba dziesiąty raz:) czytam, czytam...i nie wiem co napisać...zatkało mnie i trzyma za gardło...piękny post, pięknie piszesz, piękni ludzie...
    wszystko już napisane zostało w komentarzach poprzedniczek...
    Uwielbiam to Wasze Jolinkowo...od pierwszego postu jestem Wami zachwycona i podziwiam Was bardzo!!!
    Pozdrawiam serdecznie i buziaki ślę:)))

    OdpowiedzUsuń
  39. Moja mama przygarnęła porzuconego psa, nie najmłodszego już, kilka lat pobył z nami, ale niestety zmarł na zawał podczas jednej z burz... Także trzeba uważać na zwierzęta i grzmoty. Pozdrowienia z Łodzi!

    OdpowiedzUsuń